Najbardziej stresujący dzień w życiu

Przez moje szkolenia przewinęło się ponad 3000 osób. Co roku, mam zaszczyt prowadzić programy szkoleniowe dla zespołów projektowych w firmach różnych branż oraz studentów studiów podyplomowych i MBA. Każde spotkanie z nową grupą traktuję jak kolejną przygodę ale i wyzwanie. Spędziłem tysiące godzin przygotowując kierowników projektów i całe zespoły do skutecznej pracy. Mimo to, nigdy nie zapomnę tego tego pierwszego szkolenia.

Najbardziej stresujący dzień w życiu

Po kilku latach pracy w fabryce czekolady, kiedy to otoczenie się zmieniło diametralnie, ponieważ Amerykanie kupili fabrykę od Niemców, a ja dostałem możliwość pracy w projektach na poziomie Europy, fizycznie siedziałem cały czas w biurze działu informatyki, ale pracowałem zupełnie zdalnie. Dojazdy do zakładu stawały się coraz bardziej uciążliwe i podjąłem decyzję, że będę pracował z domu. Kusząca perspektywa pracy zdalnej stała się faktem i codziennie rano byłem pracy od razu po przebudzeniu, w kapciach 🙂 Przez pierwsze tygodnie i miesiące bardzo mi się to podobało, ponieważ mogłem sprawnie pracować, nie tracąc czasu na dojazd. W realizowanych projektach miałem dość częste wyjazdy, zatem również nie brakowało żywego człowieka. Mimo to, czegoś zaczęło mi brakować. Chciałem być bardziej z ludźmi. W międzyczasie zrobiłem stosowne certyfikaty z zarządzania projektami (PMP), zaangażowałem się w działania lokalnego oddziału stowarzyszenia Project Management Institute (PMI) i zacząłem szukać nowego wyzwania. Miałem 29 lat i 10 lat doświadczenia zawodowego za sobą. Postanowiłem wyjść do ludzi i podzielić się wiedzą. Dzięki mojej aktywności w PMI możliwość pokazała się dość szybko i otrzymałem propozycję zrealizowania 10 godzin zajęć na studium podyplomowym z zarządzania projektami na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Byłem szczęśliwy i rozpocząłem przygotowywanie zajęć i materiałów. Wszystko szło sprawnie, ale im bliżej było do terminu zajęć, tym mój stres i strach rósł. Pomimo tego, że przygotowałem na wykład ponad 150 slajdów to nadal byłem przerażony i bardzo się obawiałem, czy grupa mnie zaakceptuje, czy będę umiał ich zainteresować, czy będę znał odpowiedzi na ich trudne pytania i czy ktoś będzie chciał mnie w ogóle słuchać. 

Do dzisiaj pamiętam atmosferę ciszy w powietrzu kiedy wyszedłem na “scenę” w sali wykładowej gmachu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i 55 par oczu było wbitych we mnie, zegar ścienny miarowo tykał odliczając sekundy, a twarze uczestników zajęć miały jedno wielkie pytanie: “No i co ten chłopak nam może pokazać?”. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to był jeden z najbardziej stresujących dni w moim życiu! Jadąc na ten pierwszy wykład zadawałem sobie wiele razy pytanie: “Po co mi to było?”. Jakoś mi się udało ten wykład przeprowadzić i stwierdziłem, że jest to na tyle ekscytujące, że rozpocznę szlifowanie warsztatu. Po latach trafiłem do klubu Toastmasters, gdzie otworzyły mi się oczy na zasady przygotowania dobrych wystąpień publicznych. Z roku na rok, z mojego zestawu trenera odejmowałem kolejne slajdy. Strach malał, a jego miejsce zajmowała pewność siebie po każdej pozytywnej opinii i wysokich ocenach uczestników. Lubiłem tę pracę. Ubogacała mnie i rozwijała. Było to zajęcie dodatkowe, w weekendy zatem mogłem godzić z pracą zawodową w korpo.

W pewnym momencie zacząłem zmieniać charakter zajęć z wykładu na warsztat. Slajdy zupełnie zniknęły. Ich miejsce zajął naszkicowany scenariusz mieszczący się na jednej stronie A4. Jako, że moje zajęcia przeznaczone są dla praktyków, nierzadko osób o olbrzymim doświadczeniu, zacząłem podążać za grupą. Stałem się przewodnikiem procesu dydaktycznego, ale to grupa i jej uczestnicy często wyznaczają kierunek stawiając pytania,dzieląc się swoimi przemyśleniami lub problemami. Przechodziłem coraz więcej case’ów i byłem w stanie coraz lepiej zdiagnozować materię problemu. Po 10 latach pracy dydaktycznej i trenerskiej doszedłem do poziomu spokoju i frajdy z wykonywania tej pracy. Po prostu każde spotkanie z nową grupą było niesamowitą okazją do nauczenia się nowych rzeczy. Kamieniem milowym był warsztat opisywany przeze mnie w tym filmiku:

Dlatego uważam, że możliwość uczenia innych daje niesamowitą wartość, ponieważ każdy warsztat to inny zespół interdyscyplinarny, który jest w stanie rozwiązać problem na różne sposoby, korzystając z inteligencji grupy. Nie ważne na jakim poziomie rozwoju jesteś. Ile masz lat doświadczenia. Zastanów się, czym się możesz podzielić z innymi? Być może możesz wystąpić z wynikiem retrospektywy lub informacjami o tym, co się udało i nie udało w danym projekcie. Tego typu sytuacje bardzo stymulują do rozwoju. Jeśli nie masz pomysłu gdzie wystąpić, na początek zostań wewnętrznym mentorem w swoim zespole. Jeśli w Twojej firmie nie ma roli mentora, zaproponuj, że będziesz wprowadzać nowe osoby na stanowiska w procesie onboardingu. 

Uważam, że dobrym trenerem może zostać tylko praktyk danej dziedziny, który przeszedł swoje upadki i wzloty. Im więcej różnorodnej praktyki zebranej w trakcie kariery tym lżejszy stres dla trenera. Ostatnim ważnym elementem jest kurs trenerski, który uczy dydaktyki i daje dużą dawkę informacji zwrotnej od innych trenerów, ekspertów w dziedzinie. Osobiście miałem okazję ukończyć taki kurs organizowany przez stowarzyszenie IPMA (International Project Management Association) i uważam, że był to bardzo pożytecznie zainwestowany czas.

Radość zwycięstwa

Po 10 latach pracy trenerskiej, 3000 tysiącach przeszkolonych osób, przychodzi najbardziej radosny dzień w życiu zawodowym gdy sprawdzasz ankiety po szkoleniu i okazuje się, że wszyscy ocenili na 5 w skali 1-5 czyli 100% satysfakcji. Pamiętam tę sytuację bo zazwyczaj pojawiało się kilka czwórek, a tutaj pełna radocha uczestników. Od tego momentu, takich szkoleń zaczęło się pojawiać coraz więcej, że nawet osoby mniej entuzjastyczne oceniały szkolenie na 100%. To przyjemny moment w karierze i jest dobrym momentem do celebracji natomiast niezależnie od tego, nigdy nie zrezygnuję z systemu ciągłego doskonalenia ponieważ tylko dzięki temu można zachować mistrzostwo w swej dziedzinie.